Na przestrzeni dziesięcioleci łodzianie pracowali, cierpieli i pomagali sobie wzajemnie, niezależnie od tego, czy byli rzemieślnikami czy robotnikami, niezależnie od tego jakiej byli narodowości i jakiego wyznania. W ten sposób narodził się „lodzermensch”, któremu zazdroszczono, ponieważ był pracowity i umiał sobie radzić w życiu. W wielonarodowościowej Łodzi wszyscy wyrastaliśmy myśląc demokratycznie. Tego rodzaju społeczność mogła przetrwać tylko wtedy, kiedy nie myślano o ludziach w kategoriach narodowościowych, nieważne, czy było się Polakiem, Niemcem, Żydem czy Rosjaninem. Wszyscy musieli polegać na sobie wzajemnie. Łódź była azylem dla wszystkich, którzy tutaj mieszkali. A skąd przybyli – nie miało żadnego znaczenia.