Podczas sierpniowych wakacji kolega Eli, Antek, bardzo się zmienił. Bawił się w wojnę, unikał dziewczynki i mówił, że walka z wrogiem do męska sprawa. Tata Eli uspokoił ją mówiąc, ze wojna nie jest dla nikogo, a poza tym Polska wpierana przez silnych przyjaciół nie zostanie zaatakowana. Niestety, jak wiemy z historii, tata dziewczynki się mylił. On poszedł walczyć, mama Eli, lekarka, musiała pracować ciężej niż kiedykolwiek wcześniej, a dziewczynka została pod opieką cioci.
Ela jest dziewczynką jakich wiele. Od współcześnie żyjących dzieci różni ją to, że była dzieckiem podczas II wojny światowej. I to, że ów niesprzyjający dziecięctwu czas kazał jej wydorośleć znacznie wcześniej niż nastąpiłoby to w czasach pokoju.
Czy trzeba mówić dzieciom o wojnie? Czy wojna jest dla kogokolwiek? Zgodzę się z tatą Eli - wojna nie jest dla nikogo. Na pierwsze z pytań odpowiem tak jak czuję - trzeba. Trzeba mówić dzieciom, oczywiście w formie dobranej do ich percepcji (czyli na przykład takiej jaka wybrał Paweł Beręsewicz), o tym, co było, o tym, że życie to nie tylko bezpieczne dni poświęcone zabawie, że byli i wciąż są ludzie, których codziennością jest wojna. I nie mówmy im tego, by je przestraszyć. mówmy, by stały się bardziej wrażliwe na drugiego człowieka.
P.S. Ela nie jest tylko postacią literacką. To dziewczynka, która dziś jest lekarzem, ma dużą rodzinę. To dziewczynka, która będąc dorosłą udzieliła
TEGO wywiadu.