Paweł Beręsewicz TAJEMNICA CZŁOWIEKA Z BLIZNĄ
autor:Autorka blogu Czytam bo lubię
Tata dwunastoletniego Jaśka zostaje postawiony w sytuacji bez wyjścia - musi zgolić od lat pielęgnowaną brodę. Okazuje się, że pod zarostem skrywa dużą bliznę, o której nie chce z synem rozmawiać. Chłopiec wykorzystuje więc leniwe wakacyjne dni na przeprowadzenie prywatnego śledztwa - bo w końcu ktoś coś musi pamiętać. Zaczyna od przejrzenia albumu ze zdjęciami podczas imprezy rodzinnej u babci i dziadka. Podsłuchuje przy tym rozmowy dorosłych.
Bujna wyobraźnia chłopca podpowiada mu wiele nieprawdopodobnych scenariuszy zdarzeń opartych na zasłyszanych fragmentach historii. A przy okazji zawoalowanych przesłuchań wujka i babci dowiaduje się co nieco o szczenięcych latach ojca, które przypadały w niewiarygodnie egzotycznych dla Jaśka latach osiemdziesiątych. Co to były kartki na żywność, kolejki w sklepach spożywczych, ZOMO, demonstracje uliczne? Chłopiec odkrywa nieznany sobie świat. W końcu też odkrywa prawdę o bliźnie...
Książka ma aspekt rozrywkowy - świetnie napisane historie fikcyjnych przygód ojca Jaśka oraz aspekt kształcący o realiach lat osiemdziesiątych XX wieku. Ja się świetnie bawiłam podczas lektury - podobały mi się także czarno białe ilustracje.
"Tajemnicę człowieka z blizną" przeczytał także mój syn (w końcu to on jest targetem) i wkrótce potem został poddany przesłuchaniu. Oto jego zapis:
- Czy ZOMO było dobre czy złe? Złe, bo goniło Solidarność.
- Co to były kartki? No przecież wiem, bo mi prababcia opowiadała. Takie papierki, za które można było kupić np. kilogram wieprzowiny na miesiąc.
- Najadł byś się tym? To zależy czy byłby akurat wielki post...
- Dlaczego w sklepach były kolejki? Po masło :)
- Co ci się najbardziej podobało w książce? Historia o "Słonecznikach".
Jak widać autor przynajmniej częściowo osiągnął zamierzone cele, w niektórych kwestiach prababcia była szybsza :-). Dodam jeszcze, że podczas czytania dochodziły do mnie zza ściany nieartykułowane dźwięki, które interpretuję jako wybuchy niepohamowanej wesołości.
Książka ma aspekt rozrywkowy - świetnie napisane historie fikcyjnych przygód ojca Jaśka oraz aspekt kształcący o realiach lat osiemdziesiątych XX wieku. Ja się świetnie bawiłam podczas lektury - podobały mi się także czarno białe ilustracje.
"Tajemnicę człowieka z blizną" przeczytał także mój syn (w końcu to on jest targetem) i wkrótce potem został poddany przesłuchaniu. Oto jego zapis:
- Czy ZOMO było dobre czy złe? Złe, bo goniło Solidarność.
- Co to były kartki? No przecież wiem, bo mi prababcia opowiadała. Takie papierki, za które można było kupić np. kilogram wieprzowiny na miesiąc.
- Najadł byś się tym? To zależy czy byłby akurat wielki post...
- Dlaczego w sklepach były kolejki? Po masło :)
- Co ci się najbardziej podobało w książce? Historia o "Słonecznikach".
Jak widać autor przynajmniej częściowo osiągnął zamierzone cele, w niektórych kwestiach prababcia była szybsza :-). Dodam jeszcze, że podczas czytania dochodziły do mnie zza ściany nieartykułowane dźwięki, które interpretuję jako wybuchy niepohamowanej wesołości.
Paweł Beręsewicz TAJEMNICA CZŁOWIEKA Z BLIZNĄ
autor:Z lektur prowincjonalnej nauczycielki
Paweł Beręsewicz w swoich książkach edukuje. Czyni to w sposób ukryty, pokrętnie sympatyczny, a czytelnik zaangażowany w snutą przez Autora opowieść, dowiaduje się różnych - wartych tego - rzeczy bez doświadczenia nadmiernego dydaktyzmu.
Jasiek większą część wakacji spędził w domu. Gdy jego tata - po przegranym zakładzie - ogolił brodę, chłopiec zobaczył na lewym policzku ojca bliznę. Tata zapytany o ową dziwną szramę unikał odpowiedzi, więc chłopiec postanowił rozwiązać tajemnicę.
Podczas pracy śledczej Jasiek zgłębia historię rodziny i przy okazji poznaje przeszłość Polski, rzeczywistość lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Opowieści o kartach żywnościowych i kolejkach po masło brzmi dla niego równie fantastycznie co historie o wampirach i zombi, jednak to, o czym opowiadają mu członkowie rodziny było prawdą i pozwala chłopcu zaspokoić ciekawość, a także - jego zdaniem - przybliżać się do rozwiązania zagadki blizny.
Rodzinnych opowieści osadzonych w realiach PRL-owskich nie trzeba szukać tylko w literaturze, przecież każda z naszych rodzin ma co wspominać. Paweł Beręsewicz poddał młodym czytelnikom swoich książek ciekawy pomysł. Aż kusi, by ogłosić konkurs na wspomnienia rodzinne spisane przez dzieci, a zainspirowane "Tajemnicą człowieka z blizną".
P.S. Lubię poczucie humoru Autora. I choć bliżej mi wiekiem do Taty Jaśka, niż do Jaśka, przeczytałam tę książkę z dużą radością:)
Podczas pracy śledczej Jasiek zgłębia historię rodziny i przy okazji poznaje przeszłość Polski, rzeczywistość lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Opowieści o kartach żywnościowych i kolejkach po masło brzmi dla niego równie fantastycznie co historie o wampirach i zombi, jednak to, o czym opowiadają mu członkowie rodziny było prawdą i pozwala chłopcu zaspokoić ciekawość, a także - jego zdaniem - przybliżać się do rozwiązania zagadki blizny.
Rodzinnych opowieści osadzonych w realiach PRL-owskich nie trzeba szukać tylko w literaturze, przecież każda z naszych rodzin ma co wspominać. Paweł Beręsewicz poddał młodym czytelnikom swoich książek ciekawy pomysł. Aż kusi, by ogłosić konkurs na wspomnienia rodzinne spisane przez dzieci, a zainspirowane "Tajemnicą człowieka z blizną".
P.S. Lubię poczucie humoru Autora. I choć bliżej mi wiekiem do Taty Jaśka, niż do Jaśka, przeczytałam tę książkę z dużą radością:)
Paweł Beręsewicz TAJEMNICA CZŁOWIEKA Z BLIZNĄ
autor:Inblanco, Biblionetka
Po lekturze brawurowych Ciumków nie mogłam się doczekać kolejnej książki autora. I oto nadszedł ten dzień i mogę potwierdzić szeptane pogłoski: "Tajemnica człowieka z blizną" również jest świetna!
Paweł Beręsewicz zasłużenie zgarnia nagrody literackie i staje się ulubieńcem czytelników, bez względu na ich wiek. Lubiliście Bahdaja? Lach? Ożogowską? Beręsewicz kontynuuje tę znakomitą przecież, tradycję polskiej powieści dla dzieci i młodzieży, ale przy tym jest sobą a nie kopią mistrza Bahdaja.
Znakomite poczucie humoru, warta akcja, inteligentni bohaterowie i jakiś taki optymizm bijący z każdej powieści Beręsewicza, który ja odnajduję również u Musierowicz. Czujecie się już zachęceni?
Nie? To fragmencik:
"Kiedyś, jeszcze w przedszkolu, nasza pani - pani Ania o ile dobrze pamiętam - postanowiła porozmawiać z nami na temat tatusiów. "Kto to jest tatuś?" - zapytała i wszystkie starszaki odpowiadały swoimi rozklapanymi głosikami: "Tatuś to taki naplawiac, jak coś się zepsuje", "Tatuś to taki siłac, co mnie udźwiga jedną lącką", "Tatuś to taki pan, co siedzi w Anglii i kiedyś do nas psyjedzie". Moja odpowiedź przeszła do rodzinnej historii. Wszystkie babcie i ciocie do dziś ją cytują, ilekroć przychodzą i ze zdumieniem stwierdzają, że rosnę. "Tatuś to taki blodac - powiedziałem wtedy - co mnie moze obronic psed złymi ludziami". Tatę szczególnie rozczuliła ta część o "blonieniu psed złymi ludziami".
I jak?
:))))
"Tajemnica człowieka z blizną" jest skierowana do nieco starszego czytelnika niż saga o Ciumkach, ale nie sądzę, żeby lektura tej książki nie przypadła do gustu i dzieciom młodszym.Zwłaszcza, gdy w lekturę zaangażuje się cała rodzina.
Główny wątek opiera się na tezie, że dzieci nie znają swoich rodziców, czy może aby być bardziej precyzyjną, życie mamy i taty wg pociech rozpoczyna się dopiero w momencie szczęśliwych narodzin potomków. No, może od ślubu... Ale żeby tak rodzicielka chodziła do szkoły? Miała koleżanki ze szkolnej ławy? Usypywała babki w piaskownicy? O tej prehistorii dzieci myślą w kategorii wydarzeń starożytnych, czyli było to dawno i nieprawda.
Główny bohater, Jasiek, zostaje więc skonfrontowany z zagadką: skąd jego tata ma bliznę? Aby poznać odpowiedź na to intrygujące pytanie, podejmuje działania, które zaprowadzą go do różnych, dziwnych "odkryć". Zadaje pytania, poszukuje "dowodów" wreszcie snuje domysły (ma chłopak wyobraźnie, oj ma:)
o tym, co mogło się dziać w przeszłości taty. Jasiek zaludnia ją przerażającymi zombi, romansem ojca z Umą Thurman, a nawet staje oko w oko z genialną kradzieżą najsłynniejszego obrazu Van Gogha.
Co z tej wyliczanki było prawdą? Główny bohater wspólnie z nieoczekiwanym sprzymierzeńcem (który łamie stereotypy i to jeszcze jak!) dojdzie w końcu prawdy. Ale, jak w każdym dobrym dreszczowcu, choć zakończenie przynosi satysfakcję, stawia również kolejne niepokojące pytanie.
A wszystko przez niesforny wiatr...
Znakomite poczucie humoru, warta akcja, inteligentni bohaterowie i jakiś taki optymizm bijący z każdej powieści Beręsewicza, który ja odnajduję również u Musierowicz. Czujecie się już zachęceni?
Nie? To fragmencik:
"Kiedyś, jeszcze w przedszkolu, nasza pani - pani Ania o ile dobrze pamiętam - postanowiła porozmawiać z nami na temat tatusiów. "Kto to jest tatuś?" - zapytała i wszystkie starszaki odpowiadały swoimi rozklapanymi głosikami: "Tatuś to taki naplawiac, jak coś się zepsuje", "Tatuś to taki siłac, co mnie udźwiga jedną lącką", "Tatuś to taki pan, co siedzi w Anglii i kiedyś do nas psyjedzie". Moja odpowiedź przeszła do rodzinnej historii. Wszystkie babcie i ciocie do dziś ją cytują, ilekroć przychodzą i ze zdumieniem stwierdzają, że rosnę. "Tatuś to taki blodac - powiedziałem wtedy - co mnie moze obronic psed złymi ludziami". Tatę szczególnie rozczuliła ta część o "blonieniu psed złymi ludziami".
I jak?
:))))
"Tajemnica człowieka z blizną" jest skierowana do nieco starszego czytelnika niż saga o Ciumkach, ale nie sądzę, żeby lektura tej książki nie przypadła do gustu i dzieciom młodszym.Zwłaszcza, gdy w lekturę zaangażuje się cała rodzina.
Główny wątek opiera się na tezie, że dzieci nie znają swoich rodziców, czy może aby być bardziej precyzyjną, życie mamy i taty wg pociech rozpoczyna się dopiero w momencie szczęśliwych narodzin potomków. No, może od ślubu... Ale żeby tak rodzicielka chodziła do szkoły? Miała koleżanki ze szkolnej ławy? Usypywała babki w piaskownicy? O tej prehistorii dzieci myślą w kategorii wydarzeń starożytnych, czyli było to dawno i nieprawda.
Główny bohater, Jasiek, zostaje więc skonfrontowany z zagadką: skąd jego tata ma bliznę? Aby poznać odpowiedź na to intrygujące pytanie, podejmuje działania, które zaprowadzą go do różnych, dziwnych "odkryć". Zadaje pytania, poszukuje "dowodów" wreszcie snuje domysły (ma chłopak wyobraźnie, oj ma:)
o tym, co mogło się dziać w przeszłości taty. Jasiek zaludnia ją przerażającymi zombi, romansem ojca z Umą Thurman, a nawet staje oko w oko z genialną kradzieżą najsłynniejszego obrazu Van Gogha.
Co z tej wyliczanki było prawdą? Główny bohater wspólnie z nieoczekiwanym sprzymierzeńcem (który łamie stereotypy i to jeszcze jak!) dojdzie w końcu prawdy. Ale, jak w każdym dobrym dreszczowcu, choć zakończenie przynosi satysfakcję, stawia również kolejne niepokojące pytanie.
A wszystko przez niesforny wiatr...
Paweł Beręsewicz TAJEMNICA CZŁOWIEKA Z BLIZNĄ
autor:Ewa Skibińska, "Ryms"
Ech, zazdroszczę detektywom wyobraźni… Szczególnie po lekturze książki Pawła Beręsewicza „Tajemnica człowieka z blizną”. 12-letni Jasiek to co prawda bardzo młody detektyw, ale jakże bujną ma fantazję :-) Jasiek ma akurat wakacje. Właśnie wrócił z obozu i przed nim widmo nudnych tygodni oczekiwania na kolejny wyjazd. Od czego są jednak nieoczekiwane zwroty akcji, które sprawiają, że z emocji drżą nam ręce i pieką policzki!
Dla Jaśka wybawieniem od nudy będzie odkrycie, że jego tata ma na policzku "grubą, siną, ponurą bliznę, jakiej nie powstydziłby się najdzikszy z pirackich hersztów". Zapytacie, dlaczego nie wiedział o niej wcześniej? Otóż tato Jaśka "od zawsze" nosił brodę. Obiecał, że ją zgoli, gdy babcia Jaśka nauczy się korzystać z telefonu komórkowego. No i klops, babcia się nauczyła, a Jasiek odkrył bliznę :-)
Jasiek ma utrudnione śledztwo z jednego istotnego i jednocześnie zabawnego względu: "nabieranie mnie to taty hobby, specjalność i nałóg" (Jasiek uwierzył m.in. w to, że jego ojciec urodził się w powstaniu warszawskim! :-). Na pytania syna o bliznę tata odpowiada wymijająco i żartobliwie, więc Jasiek jest zdany wyłącznie na swoją pomysłowość, zdolność dedukcji i ewentualne skąpe informacje rodziny. Stąd w książce kilka rozmaitych scenariuszy i okoliczności powstania brzydkiej szramy. Jest więc historia o maśle na kartki, strasznego spotkania z zombi, kradzieży obrazu van Gogha, niedokończonego romansu z Umą Thurman - w każdej z nich tato Jaśka kończy jako bohater z blizną na policzku. Jak widzicie wyobraźni chłopcu nie brakuje :-)
Zagadka zostanie w końcu rozwiązana i to przy pomocy kogoś, kogo Jasiek nie podejrzewałby o detektywistyczne zainteresowania. I tak dużo już zdradziłam - resztę niech Wasz gimnazjalista przeczyta sam.
Jasiek ma utrudnione śledztwo z jednego istotnego i jednocześnie zabawnego względu: "nabieranie mnie to taty hobby, specjalność i nałóg" (Jasiek uwierzył m.in. w to, że jego ojciec urodził się w powstaniu warszawskim! :-). Na pytania syna o bliznę tata odpowiada wymijająco i żartobliwie, więc Jasiek jest zdany wyłącznie na swoją pomysłowość, zdolność dedukcji i ewentualne skąpe informacje rodziny. Stąd w książce kilka rozmaitych scenariuszy i okoliczności powstania brzydkiej szramy. Jest więc historia o maśle na kartki, strasznego spotkania z zombi, kradzieży obrazu van Gogha, niedokończonego romansu z Umą Thurman - w każdej z nich tato Jaśka kończy jako bohater z blizną na policzku. Jak widzicie wyobraźni chłopcu nie brakuje :-)
Zagadka zostanie w końcu rozwiązana i to przy pomocy kogoś, kogo Jasiek nie podejrzewałby o detektywistyczne zainteresowania. I tak dużo już zdradziłam - resztę niech Wasz gimnazjalista przeczyta sam.
Paweł Beręsewicz TAJEMNICA CZŁOWIEKA Z BLIZNĄ
autor:www.jarekmikolajczyk.blox.pl
- Co pamiętasz ze stanu wojennego tato? - zapytał dwunastolatek.
Długowłosy licealista – chyba druga klasa. Torba pełna ulotek. Środkowy stan wojenny. Orzełek w koronie a jakże. Dziś - nikt nie pamięta, że kiedykolwiek był bez. W klapie kurtki (jak przystało na „frika” koloru khaki) wielkie badziole Solidarność i TeeSA. Na szyi pacyfa. Ułamek sekundy spojrzenie na gliniarza...Przechodził obok posterunku kolejowego MO, dziś już nie istnieje, znaczy się posterunek nie istnieje...Sierżant z pasem pod ogromnym brzuchem coś zauważył. Pot po plecach...Cholera jasna przyspieszam kroku i odruchowo przymykam poły. Jedno szarpniecie zawianego funkcjonariusza PRL i leżę twarzą na biurku. Bili nawet nie bardzo. Z pakamery wylazł drugi. – Więc jesteście antykomunistą mądralo? Nie wiem o co mu chodzi. Nie ważne i tak portki pełne. Stoję już w pionie. – Co to jest? Zrywa TeeSA – Tajne Stowarzyszenie Antykomunistów odpowiada mu ten drugi jakby przypomniał sobie co mówili na odprawie. Nie wytrzymuję parsknięcie śmiechem zlewa się z deszczem uderzeń. Po chwili. Wychodząc licealista kłania się – dziękuję, przepraszam do widzenia...
- Mniej więcej tyle pamiętam – odpowiedział mężczyzna.
Na fali wygodnego zapominania o historii, tej najbliższej, dzieciaki po prostu nie wiedzą jak to było za „komuny”. Z lewej strony - modne rozmywanie rzeczywistości – serwuje lans pt. „czar PRL-u”. Z prawej strony - kombatanctwo równie nieadekwatne do rzeczywistości zionie czasem vendettą. Było jak było – barykada oczywiście miała dwie strony, nie mniej milczenie nie jest w tym przypadku złotem. Był też środek, który dotykał wszystkich. Pokazanie polskich historii trochę po czesku z przymrużeniem oka – trudna sprawa, zwłaszcza gdy odbiorcą ma być wczesny nastolatek. „Stracone pokolenie” ma teraz dzieciaki w tym wieku. Za młodzi wówczas by wydźwignąć się na działactwie, często za starzy by nim nie przesiąknąć. Czterdziestolatkowie z zasady milczą w domu. To milczenie wykorzystuje Beręsewicz by jednak opowiedzieć: o kolejkach po masło i nie tylko, o ZOMO i dorzucić jeszcze inne kosmiczne dziś „nie do wiary”. Jasiek – postanawia odnaleźć prawdę. Ma 12 – lat, więc to odkrywanie bywa komiczne. Wszystko zaczyna się prozaicznie. Wakacje takie już po prostu są, że kumple się rozjeżdżają – więc mecze z łamagami, bo takie zawsze zostają w domu kiepskie i lepiej z takimi pogadać. Świetna wolta z tymi „męskimi” rozmowami o dziewczynach, beemkach i...Powstaniu Warszawskim. Mieszanie i zmyślanie – normalna sprawa na podwórku. Jednak opowieść o tacie, który urodził się w PW nawet jeśli Jasiek pomylił ojca z dziadkiem...Świetna lekcja historii – może nawet cudem ocalały robi większe wrażenie niż wypasiona fura.
„Na Woli powstanie nie bardzo się udało. Nieliczne polskie oddziały wypchnięto do innych dzielnic, a na ich miejsce przyszli Niemcy. Rozpełzli się po ulicach i placach. Wlewali się na podwórka, wpadali do domów...Robili straszne rzeczy.
W piwnicy mojego starego ludzie wiedzieli, że przyjdą i do nich. Słyszeli strzały, wrzaski, lamenty... Ale przecież na Woli było tyle podwórek! Tyle piwnic na każdym podwórku! Przecież Niemcy nie musieli przyjść do każdej! Przecież, o którejś mogli zapomnieć! Gdyby tylko mój stary tak się nie darł.” Niezły pomysł z tym dochodzeniem Jaśka, które rozpoczyna zakład o to czy babcia kupi komórkę. Ciekawie zarysowana postać „starego”, który koniec końców musi zgolić brodę. Babcia nie tylko kupiła komórkę ale i nauczyła się słać sms-y. Pomijając jednak sprawne prowadzenie akcji i dobre tempo istotne w tej książce jest to co pozornie jest tłem. Wspomniane kolejki. Blizna na kolanie „starego” i opowieść o rywalizacji z wujkiem o to kto więcej masła załatwi. „Już w pierwszym sklepie znalazłem, to co szukałem, a w kolejce stało mniej niż dwadzieścia osób! O ile pamiętam masło sprzedawali na wagę. Odkrajali porcje od wielkich maślanych bloków i ważyli po ćwierć kilo na głowę. Schowałem do siatki moje ćwierć kilo, czyli odpowiednik jednej kostki, i znowu stanąłem na końcu kolejki, żeby kupić następna porcję. Pech chciał, że miałem wtedy na głowie taką dość charakterystyczną czerwoną czapkę z pomponem i chyba po niej rozpoznała mnie sprzedawczyni, kiedy znowu doszedłem do lady. "A ty już chyba swoje dostałeś – pogroziła palcem. " Właściwie tak niedawne czasy, a jednak świat rodziców i dzieci dzieli kosmos. Bo jak tu sobie wyobrazić, że nie ma towaru w sklepach, ze połowa rzeczy na kartki i to wszystko bez jakiejś okupacji tak po prostu, ZOMO na ulicach w sklepach pusto. Jasiek, cholera no niegłupi nastolatek, a jednak... Tatę goniło ZOMBI – no bo to łatwiej objąć rozumem niż Zmotoryzowane Oddziały Milicji Obywatelskiej. I jeszcze ta historia z transparentem trzymanym nie zupełnie z własnej woli. Ojciec nie jest przestępcą, a przypadkowym bohaterem, zamiast na mecz – na zadymę i pod armatki wodne. To co dla ojców było normalne, dla synów może być niepojęte – wiemy o tym od dawna... Dobry jest ten dystans do wydarzeń, zwłaszcza do Stanu Wojennego, a jeszcze lepsze, że jednak któryś z ojców nie milczy. Kilka naprawdę sprawnych zabiegów literackich, sporo humoru – płynie się przez książkę bez problemu. Trochę archaiczny wydaje się luz językowy – niby to podwórko, a jednak jeśli opowiada obecny nastolatek brak: ziomków, bajków, loozu i zajawki... Język zapewne bardziej nastolatków Stanu Wojennego niż „nowego tysiąclecia” - Obciachu nie ma jednak – jak mawia prywatny dwunastolatek.
Świetna szata graficzna – Olga Reszelska dała czadu zwłaszcza przy okładce. Może tylko chciałoby się by sztywnej oprawie kartki były szyte.
Cokolwiek by nie pisać o Tajemnicy człowieka z blizną – bardzo potrzebna książka, (trudno powiedzieć komu bardziej - ojcom czy synom?). Niewątpliwie przydałoby się wykopać kilka obecnych lektur i wprowadzić odrobinę jak się okazuje odległej współczesności.
Jarek Mixer Mikołajczyk
„Na Woli powstanie nie bardzo się udało. Nieliczne polskie oddziały wypchnięto do innych dzielnic, a na ich miejsce przyszli Niemcy. Rozpełzli się po ulicach i placach. Wlewali się na podwórka, wpadali do domów...Robili straszne rzeczy.
W piwnicy mojego starego ludzie wiedzieli, że przyjdą i do nich. Słyszeli strzały, wrzaski, lamenty... Ale przecież na Woli było tyle podwórek! Tyle piwnic na każdym podwórku! Przecież Niemcy nie musieli przyjść do każdej! Przecież, o którejś mogli zapomnieć! Gdyby tylko mój stary tak się nie darł.” Niezły pomysł z tym dochodzeniem Jaśka, które rozpoczyna zakład o to czy babcia kupi komórkę. Ciekawie zarysowana postać „starego”, który koniec końców musi zgolić brodę. Babcia nie tylko kupiła komórkę ale i nauczyła się słać sms-y. Pomijając jednak sprawne prowadzenie akcji i dobre tempo istotne w tej książce jest to co pozornie jest tłem. Wspomniane kolejki. Blizna na kolanie „starego” i opowieść o rywalizacji z wujkiem o to kto więcej masła załatwi. „Już w pierwszym sklepie znalazłem, to co szukałem, a w kolejce stało mniej niż dwadzieścia osób! O ile pamiętam masło sprzedawali na wagę. Odkrajali porcje od wielkich maślanych bloków i ważyli po ćwierć kilo na głowę. Schowałem do siatki moje ćwierć kilo, czyli odpowiednik jednej kostki, i znowu stanąłem na końcu kolejki, żeby kupić następna porcję. Pech chciał, że miałem wtedy na głowie taką dość charakterystyczną czerwoną czapkę z pomponem i chyba po niej rozpoznała mnie sprzedawczyni, kiedy znowu doszedłem do lady. "A ty już chyba swoje dostałeś – pogroziła palcem. " Właściwie tak niedawne czasy, a jednak świat rodziców i dzieci dzieli kosmos. Bo jak tu sobie wyobrazić, że nie ma towaru w sklepach, ze połowa rzeczy na kartki i to wszystko bez jakiejś okupacji tak po prostu, ZOMO na ulicach w sklepach pusto. Jasiek, cholera no niegłupi nastolatek, a jednak... Tatę goniło ZOMBI – no bo to łatwiej objąć rozumem niż Zmotoryzowane Oddziały Milicji Obywatelskiej. I jeszcze ta historia z transparentem trzymanym nie zupełnie z własnej woli. Ojciec nie jest przestępcą, a przypadkowym bohaterem, zamiast na mecz – na zadymę i pod armatki wodne. To co dla ojców było normalne, dla synów może być niepojęte – wiemy o tym od dawna... Dobry jest ten dystans do wydarzeń, zwłaszcza do Stanu Wojennego, a jeszcze lepsze, że jednak któryś z ojców nie milczy. Kilka naprawdę sprawnych zabiegów literackich, sporo humoru – płynie się przez książkę bez problemu. Trochę archaiczny wydaje się luz językowy – niby to podwórko, a jednak jeśli opowiada obecny nastolatek brak: ziomków, bajków, loozu i zajawki... Język zapewne bardziej nastolatków Stanu Wojennego niż „nowego tysiąclecia” - Obciachu nie ma jednak – jak mawia prywatny dwunastolatek.
Świetna szata graficzna – Olga Reszelska dała czadu zwłaszcza przy okładce. Może tylko chciałoby się by sztywnej oprawie kartki były szyte.
Cokolwiek by nie pisać o Tajemnicy człowieka z blizną – bardzo potrzebna książka, (trudno powiedzieć komu bardziej - ojcom czy synom?). Niewątpliwie przydałoby się wykopać kilka obecnych lektur i wprowadzić odrobinę jak się okazuje odległej współczesności.
Jarek Mixer Mikołajczyk
Ewa Kozyra Pawlak ABECADLIK
autor:Ewa Skibińska "Ryms"
Książka od A do Z "uszyta" przez Ewę Kozyrę-Pawlak. "Uszyta" czyli zilustrowana i napisana: lekko, z wdziękiem, kolorowo. Charakterystyczne, nie do pomylenia (z innym ilustratorem) materiałowe wycinanki, doszywanki, patchworki Ewy Kozyry-Pawlak nieodmiennie wprawiają mnie w dobry nastrój. Moje dziecko też lubi szukać szczegółów w barwnych, jakby przestrzennych ilustracjach. W "Abecadliku" wspólnie można szukać literek ukrytych w postaciach, zwierzątkach, przedmiotach...
A wierszyki? Są krótkie i dowcipne. Zgrabne rymowanki łatwo wpadające w ucho. Być może znacie je, jeśli czytaliście "Misia", bo tam były publikowane. Mój ulubiony wierszyk jest o gospodyni, gdzie gęsto jest od literki "g":
"Gospodyni gdzieś w góralskiej chacie
gotowała grochówkę na gnacie.
Gdy gorący gar wnosi gotowy,
głodni goście łapią się za głowy
A dlaczego ich miny tak głupie?
Gąsienica się grzeje w tej zupie!"
Czytajcie, oglądajcie, może nawet razem z dziećmi wycinajcie kolorowe literki. Jako patron medialny "Abecadlika", polecamy tę książkę szczególnie. Literki same wpadną do głowy!










